piątek, 19 września 2014

61 cm x 48 cm x 81 cm


Prawie jak w LOST-cie :P

Ale moja tajemnicza zagadka została w minioną sobotę rozwiązana :)

Tyle centymetrów miała piękna stara maszyna, która przyjechała ze mną aż z Poznania :)

zdjęcie pochodzi z bloga Kasi


Jej przyjazd uzależniony był od tego, czy wejdzie w bagażnik do naszego opelka :P

Weszła!





Jakiś czas temu Kasia szukała dobrych rąk dla maszyny, którą chcieli oddać jej Przyjaciele :)

To Łucznik z 1958 roku, w cudownej szafeczce, wpisującej się w klimat mojej pracowni - jakże zatem mogłam przepuścić tak wspaniałą okazję?

Maszyna od soboty mieszka w naszym domku i chyba dobrze się czuje w pracowni ;)

Musimy jeszcze zadecydować, czy zostawiamy kolor, czy szlifujemy i robimy białą przecierkę... ale to ewentualnie już wiosną :)






Jestem bardzo szczęśliwa - stałam się posiadaczką pięknej, starej maszyny, poznałam Kasię i jej Przyjaciół, spędziliśmy cudowną, rodzinną sobotę, a przy okazji udało mi się obejrzeć i sfotografować 13 (!!!) wiatraków - zostaną one zaprezentowane na blogu już niebawem :)

A tymczasem zapraszam do obejrzenia niektórych zdjęć z naszej sobotniej wyprawy :)




















36 komentarzy:

  1. Piękna maszyna a widoki cudne, bo to moja Wielkopolska :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudne, ale i tak moja Kotlina najcudowniejsza na świecie :P

      Usuń
  2. piękna ta maszyna! A szafeczka - widać antyczną duszę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję nowego "starego" nabytku :) Niech służy Ci dobrze i cieszy oko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna maszyna. Trzeba mieć na nią miejsce, za to ma swoją duszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście mam miejsce w pracowni :)

      Usuń
  5. Witaj Aniu!
    Fajna wyprawa. Maszyna super. Kiedyś moja mama taką miała...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana maszyne zdobyłaś piekną, muszę pochwalić, bo ja taką samą mam zamiar przytargać od mojej mamy z domu. Tez jest w takiej szafce, tyle, że maszyna jest koloru seledynowego tez metalowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och! Seledynowa musi wyglądać wspaniale! Przytargaj, zrób zdjęcia i pokazuj na blogu!

      Usuń
  7. Zdjęcia z wyprawy fajne, poznaję, byłam...:) A maszyna jest rewelacyjna. Działa?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście - jest w pełni sprawna :)

      Usuń
  8. Piękna maszyna. Widzę Aniu, że niestraszne są Ci dłuższe wypady. Może wybierzesz się jednak na V Ogólnopolski Festiwal Twórczo Zakręconych do Ustronia? Trwa on od 16-19 września, chociaż na 1 dzień? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestraszne, jednak preferujemy wyjazdy rodzinne, w trójkę - gdy zmieniamy się podczas drogi, zatrzymujemy, odwiedzamy różne miejsca, fotografujemy... Jakoś nie mam parcia, aby jechać pół dnia na taki - brzydko mówiąc - spęd, być kilka godzin i wracać... wolę przez te godziny powyszywać sobie w domu, spędzić sobotę na ogródku, wśród kotów, kur i królików... ma to dla mnie o wiele większą wartość, tym bardziej, że przez cały tydzień większą część dnia spędzam w pracy...

      Usuń
    2. Szkoda, miałam nadzieję, że się spotkamy. Ja się wybieram, chcę spotkać fajnych ludzi i czegoś się nauczyć.

      Usuń
    3. Ach... warsztatów różnorakich zaliczyłam już setki - z rozmaitych dziedzin rękodzieła. Większość nie przypadła mi do gustu. Zdecydowanie wolę zostać przy krzyżykach i scrapbookingu. Mam też porównanie pomiędzy zlotami, a zwykłymi warsztatami - i tak naprawdę nauczyć się czegoś można jedynie na tych ostatnich. A zloty wymyślono chyba tylko po to, aby się na nich lansowały różne "gwiazdy"... tak przynajmniej było na tych, na których byłam :( Najmilej wspominam kameralne warsztaty u dziewczyn, które pozostają bardzo na uboczu rękodzielniczej sfery pewnego miasta, nie uczestniczą w zlotach, nie biorą udziału w ogólnopolskich akcjach... mają swoją pracownię, sklep i dość wierne grono klientów... i zdecydowanie wychodzi im to na dobre - gdy porównuję z tym całym rozkrzyczanym blogowym światkiem, tworzącym niejako "kółko wzajemnej adoracji". Nie piszę, o jaką dziedzinę chodzi, może niektórzy się domyślą... a zatem - byłam, widziałam, uczestniczyłam, przeżyłam.... i dlatego tym bardziej cenię sobie w tym przypadku sobotę w domowym zaciszu... Może, gdybym nie miała w tym względzie żadnego doświadczenia, to dałabym się skusić...

      Usuń
  9. Niezwykle zjawiskowo wygląda, cudna! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Maszyna świetna! A wyprawa ogólnie udana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Uwielbiamy takie wyprawy - jutro jedziemy na kolejną :)

      Usuń
  11. Ach, wspomnień czar... Podobna maszyna, tyle że bez skrzyni a na metalowym stojaku stała kiedyś (i kurzyła się) w jednym z nieużywanych pokoi mojej (już niestety śp.) Babci. To był poniemiecki Singer...
    Uwielbiałam wprawiać ją w ruch naciskając ogromny pedał.... Niestety, nowa gospodyni (synowa babci) pozbyła się tej maszyny nawet nie wiem kiedy i w jaki sposób...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na metalowych nogach była w naszym domu - nogi są nadal - Mama zrobiła z nich stolik :) I nadal, siedząc przy nim, bawię się tym pedałem :P Uwielbiam to!

      Usuń
  12. Maszyna piękna, też mam podobną :-)
    Teraz czekam co na niej uszyjesz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Szył będzie pewnie na nie Marcin, bo to on u nas w domu szyje :)

      Usuń
  13. Piękna maszyna! Prawdziwy skarb!
    Piękne zdjęcie w parku!

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna maszyna! :) Moja babcie takiej używała. Niestety babci już nie ma, ale maszyna nadal stoi w jej domu jako dekoracja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że została na pamiątkę :)

      Usuń
  15. Piękna maszyna, uwielbiam takie starocie. Chyba rzemień musisz dokupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest w komplecie, tylko nie wszystko wyciągałam z torby do zdjęć.

      Usuń

Dziękuję za Twoje słowa :)