piątek, 4 grudnia 2015

Wprowadzenie do haftu krzyżykowego


Haft krzyżykowy jest prosty. Śmiem twierdzić, że jest najprostszą dziedziną rękodzieła - radzą sobie z nim nawet dzieci :)



Jeden z ogólnopolskich konkursów hafciarskich organizowanych przez firmę DMC odbywał się pod hasłem:

"Jeżeli potrafisz przyszyć guzik, potrafisz też wyhaftować różę"

Dokładnie na tym bowiem opiera się całą idea tego haftu - jego podstawowym elementem są skrzyżowane nitki.

Gdzieś tu musi być haczyk, pomyślicie... 

I tak, i nie. :)

Cała trudność z haftem krzyżykowym polega na tym, że - pomimo swej łatwości - jest on ogromnie czasochłonny i pracochłonny. Najmniejszy nawet obrazek powstaje kilka godzin, czasem dni... Wiem, że prace wykonane tą techniką, zachwycają - niejednokrotnie jednak wiele osób zraża się czasem potrzebnym do wykonania dzieła i rezygnuje. Potrzebna jest wytrwałość.

A czego jeszcze potrzebujemy, aby zacząć?

Początkującym hafciarkom polecam Aidę 14, na której haftujemy 2 lub 3 nitkami rozdzielonej muliny (osobiście preferuję DMC - jest droższa, ale nie plącze się i nie mechaci zbyt szybko, w porównaniu do polskiej Ariadny). Używamy do tego tępej igły do haftu









Czego nie polecam?

Przede wszystkim jestem ogromną przeciwniczką zestawów z nadrukowanym wzorem. Prawdziwy haft krzyżykowy to haft liczony. Kanwa z nadrukiem jest sztywna, a rysunek jest zwykle niestarannie nadrukowany. 



Nie polecam także tamborków, chociaż zdecydowana większość hafciarek ich używa. Już podczas nauki udało mi się opanować odpowiednie naciąganie kanwy w ręce - ten sposób uważam za bardzo wygodny i szybszy. Tamborek spowalnia pracę. Spostrzeżenia te potwierdzają hafciarki, które także go nie używają, ale - tak, jak wspomniałam - stanowimy zdecydowaną mniejszość.




Tyle wystarczy, aby rozpocząć swoją przygodę z haftem.


33 komentarze:

  1. Krzyżyki nie są trudne ale czasochłonne jak zauważyłaś i sęk w tym, żeby robić je równo, z takim samym naprężeniem nitki, aby krzyżyki ślicznie i równiutko pokrywały kanwę. Uczyłam się od razu na hafcie liczonym, myślę, że zasługa tego była taka, że zeszyty ze wzorami częściowo były w domu i miałam taką możliwość. Z tamborka korzystam. Nie powiedziałabym, że to jest bardziej czasochłonne. Używam go szczególnie do dużych obrazów, które łatwiej mi przytrzymać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyłam się naciągać nawet największą kanwę. Tamborka próbowałam - tam, gdzie z jego "pomocą" robię dwa ruchy igłą, bez tamborka robię tylko jedno przeciągnięcie, więc oszczędność czasu jest dla mnie znacząca.

      Usuń
  2. Mi pierwszy zestaw do haftu wręczyła moja, a jakże "przyszywana" ciocia. Pamiętam, że były to maki, kanwa miała nadruk i była rzadka, typowa taka. Dostałam do niej odpowiednią mulinę i igłę i działałam. Miałam wtedy może z 10-12 lat i za motywację miałam piękne obrazy cioci rozwieszone po całym domu, nie jest to starsza osoba i nie wiem skąd ona na to czas brala:) Potem odłożyłam hobby na parę lat i wróciłam do niego z wielkim zapałem i zamiłowaniem :). Tamborka nigdy nie używałam, wolę miętosić w łapce

    OdpowiedzUsuń
  3. Opisujesz to tak jakby to było naprawde łatwe....tymczasem mi się wydaje to bardzo trudne mimo wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to naprawdę jest bardzo łatwe - trzeba jednak poświęcić mnóstwo czasu, aby coś wyszyć :)

      Usuń
  4. Zgadzam się z Tobą Aniu jest to bardzo proste i baaaardzo pracochłonne... Ja uczyłam się sama i pierwszy obrazek, jaki zrobiłam był liczony i tak mi już zostało. Raz wyszywałam na wydrukowanej kanwie i więcej tego nie zrobię, dobrze, że był to mały obrazek to jakoś go zmęczyłam. Zależało mi wtedy na czasie i wydawało mi się, że taki wyszywa się szybciej. Jak się okazało nic bardziej mylnego. Haftem zaraziła mnie pewna Pani Ewa (znajomość internetowa), która w tej technice przysłała mi piękne kartki i tak się zaczęło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podmalowana kanwa jest koszmarna :(

      Usuń
  5. Co do opinii o Ariadnie (przynajmniej tej nowej) i tamborków to bym dyskutowała.Każda ma inny punkt widzenia. na drukowanehj kanwie nie haftowałam bo mam w domu wyszywała na czystej kanwie,więc nie było potrzeby. W sumie haftuje od dziecka,ale tak na stałe (uzelażniająco) to hobby od 2010r. przy niektórych pikselowatych obrazkach tak łatwo nie jest,ale technika stawiania krzyżyka jest prosta,więc każdy da radę jeśli umie przyszyć guzik :P

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja tam czekam na wpis z jakimś Twoim haftem w roli głównej. Ciekawi mnie jak postępy w tym i owym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, praca zawodowa skutecznie przeszkadza w hobby. Wszelkie postępy w haftach długoterminowych dopiero w styczniu :(

      Usuń
  7. Bardzo dobry pomysł na wpis :) Chętnie poczytałabym więcej. Nie haftuję jakoś pasjami, ale bardzo to lubię. Ja akurat korzystam z tamborka i bardzo jestem ciekawa jaki to sposób na trzymanie kanwy :) Chętnie bym się spróbowała nauczyć, bo rzeczywiście przy całej użyteczności tamborka ma on też sporo wad. Ja akurat dziecięciem będąc zaczynałam swoją przygodę z haftem krzyżykowym od nadrukowanej kanwy i myślę, że do nauki nie jest to zły pomysł, szczególnie jak mama pomoże wybrać jakiś niezbyt skomplikowany wzór, w którym nadruk nie mija się zanadto z kanwą :) Dzięki raz jeszcze na interesujące spostrzeżenia :) Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie najbardziej odstręcza w tych nadrukowanych mijanie się nadruku z kanwą :(
      Mój sposób, to odpowiednie trzymanie kanwy w ręce - tego się raczej nie da opisać - muszę kiedyś zrobić zdjęcie :)

      Usuń
  8. "Tyle wystarczy, aby rozpocząć swoją przygodę z haftem." - do tego dodałabym jedną zasadniczą rzecz - potrzeba chęci, chęci i jeszcze raz chęci :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja sobie nie wyobrażam haftowania bez tamborka. No chyba ze jakieś maleństwa ale u mnie to sporadycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia wprawy po prostu :)

      Usuń
    2. To samo mogę napisać o wyszywaniu z tamborkiem - kwestia wprawy.
      Według mnie jest duża różnica w jakości krzyżyków wyszywanych na dobrze napiętym materiale (z tamborkiem) i na materiale nienapiętym - bo w rękach nie dasz rady zrobić tego równie dobrze. Ale chętnie zobaczę zdjęcie jak to u Ciebie wygląda :)
      Mnie jest bez tamborka niewygodnie - palce mi od tego cierpną.

      Usuń
    3. Przez 30 lat nauczyłam się doskonale napisać kanwę w rękach. Gdy oglądam prace dziewczyn wyszywających bez tamborka w ogóle nie zauważam różnicy w jakości krzyżyków. Co więcej - widać raczej kiepskie krzyżyki u wielu tych korzystających z tamborka - wystarczy zajrzeć na ich blogi (czytam ponad 200 blogów krzyżykowych, więc mam rozeznanie).
      A ręce cierpną właśnie od tamborka - poza spowolnieniem pracy jest on ogromnie niewygodny.

      Usuń
  10. Ja mam podobne odczucia - haft krzyżykowy jest niezmiernie prosty, ale bardzo czasochłonny. Jednak efekty pracy rekompensują niedogodności ;)
    Również zdecydowanie wolę haft liczony. Zaczynałam lata świetlne temu na czystej kanwie, bo na takiej haftowala moja ciocia i na takiej uczyłyśmy się w szkole (tak, tak, ja miałam jeszcze w szkole tzw ZPT na których uczyłyśmy się haftu i szycia). I tak haftuję do dziś. Kiedyś, bardzo dawno temu skusiłam się w jakiejś pasmanterii ma malutki zestaw - drukowana kanwa, igła, mulinki, ramka w kształcie okienka. Brrrr, a kusz zmoro nieczysta!!! Haft przedstawiał gałązkę choinki z szyszką oprószone śniegiem, a ramka miała dawać złudzenie okna.... Całość była mniejsza od szkolnego zeszytu, a dłubałam ją strasznie długo bo nijak mi się te drukowane krzyżyki nie chciały zgadzać. Na dodatek kanwa była zbyt mała na jedyny tamborek jaki wtedy miałam i była to pierwsza praca miętolona w ręku.... Zdecydowanie wolę tamborek....
    A jeśli chodzi o muliny, to ja mam takie zdolności, że każda mulina mi się plącze ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach! ZPT w szkole było wspaniałe! Szyłyśmy fartuszki, robiłyśmy sałatki i drabinki do kwiatków! Szkoda, że teraz nie robi się takich rzeczy :(
      Drukowana kanwa to koszmar :(
      A może bierzesz zbyt długie kawałki?

      Usuń
  11. Przyszywanie guzików idzie mi strasznie kiepsko. Niby się trzymają, ale nie opanowałam tego zbyt dobrze. Wolę jak takie rzeczy przyszywa mi mama :), więc u mnie ta umiejętność jakoś się nie przekłada na krzyżyki, które wychodzą mi nieźle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A rozumienie przenośni też Ci kiepsko idzie? ;)

      Usuń
  12. To co napisałaś to prawda, ale nie zgadzam się, że tamborek jest zbędny. Dla mnie jest tak samo ważny jak kanwa i igła i nie wyobrażam sobie haftu bez niego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam wyszywać z tamborkiem i okazał się zbędny. Każda osoba, która bez niego wyszywa, też może to potwierdzić :)

      Usuń
  13. Z reguły nie używam tamborka - u mnie to pozostałość po wyszywaniu richelieu, od którego zaczynałam przygodę z rękodziełem...
    Tamborek dostałam i okazał się strzałem w dziesiątkę przy wiotkiej 20 ct lub lnie, który trzeba dobrze naprężyć.. podjęłam pierwsze próby i wiem, że na tych materiałach bez tamborka się nie da - na 20 ct nitka na palcu mi ucieka pod spodem.. Co prawda jest to bardziej pracochłonne ale sprawia, że krzyżyki są równe a tego nigdy nie osiągnęłabym przy wyszywaniu na palcu... I szczerze podziwiam hafciarki tamborkowe a już te, co wyszywają na krośnie tym bardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może przy lnie jest tak, jak piszesz - wyszywałam na lnie mało, nie mam takiego porównania, jak z aidą.

      Usuń
    2. Polecam len - szczególnie do paryżanek i w ogóle wzorów Veronique Enginger ;)

      Usuń
    3. Do serii zielnikowej - owszem, to różnych jej miniaturek i drobiazgów - też, ale paryżanki nie są aż tak zachwycające, aby im poświęcać len. No, ale to już kwestia gustu.

      Usuń
  14. Stawianie krzyżyków jest niby proste. Jeśli jest ich kilka. Przy dużej ilości to już wyższa szkoła jazdy. Malowanie igłą wymaga dużej wyobraźni, kunsztu i cierpliwości.
    A co do tamborka... Popełniłam w życiu kilka haftów różnymi technikami. To okrągłe narzędzie zawsze mi przeszkadzało, a wręcz ograniczał i denerwował. Dobrze, że do osiągnięcia celu można korzystać z różnych sposobów. Nie tylko zresztą w haftowaniu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje słowa :)