sobota, 28 maja 2016

Swietłana Aleksiejewicz"Czarnobylska modlitwa"


Książkę zauważyłam przypadkowo na półce w "Biedronce". Nie słyszałam o niej wcześniej, ale kupiłam, gdyż problem Czarnobyla fascynował mnie już od wielu lat... co prawda picie jodu w słoneczny majowy dzień w szkole podstawowej odeszło dawno w niepamięć, ale internet pozwolił zanurzyć się w ogromnie zdjęć z opuszczonego miasta Prypeć i wielu sensacyjnych opowieści...



"Czarnobylska modlitwa" to też opowieść... a w zasadzie wiele opowieści - samych likwidatorów, ich żon, ludzi z okolic Czarnobyla... opowieści zbieranych przez autorkę przez wiele lat. 

Nie potrafię napisać, jakie wrażenie wywarła na mnie ta książka. 

Nie mogę bowiem znaleźć słów, jakie wrażenie mogą wywołać wspomnienia kobiety, która dwa tygodnie siedziała u boku męża umierającego na chorobę popromienną, w którego ręce kości oddzielały się od ciała... a ona siedziała z nim pod namiotem, pod który nie wchodzili już nawet lekarze, będąc w szóstym miesiącu ciąży... 

Nie mogę znaleźć słów, jakie wrażenie mogą wywołać wspomnienia myśliwego, który po trzydziestu latach pamięta drapiącego się z dołu pełnego zwłok zwierząt małego czarnego pieska, którego nikt nie mógł zastrzelić, bo całemu oddziałowi zabrakło kul...

Nie mogę znaleźć słów...

Ale wiem, że przeczytać tę książkę powinien KAŻDY! Opowiada o katastrofie i ofiarach, ale też o poświęceniu... o ludziach, którzy złożyli siebie samych w ofierze dla innych...



14 komentarzy:

  1. Brak słów nad tragedią jak się wydarzyła... pamiętam picie jodu... i myślę, że niestety ale wiele chorób wywołał "czanobyl" bo chyba trochę późno nas poinformowano... książkę postaram się gdzieś znaleźć i przeczytać, bardzo mnie zainteresowałaś nią... może jeszcze gdzieś w Biedronce znajdę o ile nie była kupiona dawno temu... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam ją około dwóch miesięcy temu...

      Usuń
  2. Kobietę tę, i innych dosięgła okropna kara, za coś na co sobie nie zasłużyła. Jestem bardzo empatyczna, dlatego czytając tego typu opowieści współodczuwam ból, smutek, przygnębienie. Spróbuję ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie się czyta... nie mogłam później zasnąć, a te obrazy pozostają w pamięci cały czas...

      Usuń
  3. czytałam.przeczytać warto,ale ciężka do "przełknięcia"

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka na pewno jest bardzo ciężka, ale warta przeczytania. Czasem taka literatura jest potrzebna, aby przypomnieć nam- zwłaszcza tym narzekającym-, że tak na prawdę mamy się z czego cieszyć. Ja codziennie dziękuję za to, że mam zdrowie, dach nad głową, kochającą rodzinę, co do garnka włożyć i mogę realizować swoje pasje. Oczywiście czasem każdy ma gorszy dzień, ale wtedy patrzę (niekoniecznie czytam) na tego typu literaturę i uświadamiam sobie, że na prawdę jestem szczęściarą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Picie jodu w szkole pamiętam doskonale, mama wtedy w ciąży była...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja piłam w piątej klasie wtedy...

      Usuń
  6. Ciekawa pozycja...z checia bym przeczytala...ale nie wiem czy dam rade...za bardzo wszystko przezywam...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje słowa :)