Kolejny UFO-kotek wskoczył na kanwę w kropki :P
To, co kocham... haft krzyżykowy, scrapbooking, podróże, fotografia, koty, czytanie książek...
Etykiety
{filmowa / czytelnicza sobota}
(86)
{hafciarski wtorek}
(87)
{inspiracyjna / wspomnieniowa niedziela}
(35)
{naparstkowa niedziela}
(50)
{piątkowe różności}
(86)
{podróżnicza środa}
(88)
{scrapowy czwartek}
(87)
{zwierzęcy poniedziałek}
(87)
ASIT
(1)
BLOG
(24)
DOM
(13)
FILM
(51)
FOTOGRAFIA
(267)
GEOCACHING
(23)
HAED
(28)
HAFCIARSKIE WTORKI
(78)
HAFT KRZYŻYKOWY
(180)
IMPREZY
(12)
INSPIRACJE
(61)
JA
(29)
JESIEŃ
(12)
KŁODZKO
(26)
KOTY
(77)
KRÓLIKI
(32)
KSIĄŻKA
(62)
KURY
(46)
KWIAT DOLNOŚLĄSKI
(19)
LATO
(9)
NAPARSTKI
(67)
PODRÓŻE
(185)
PREZENTY
(24)
PRIYA
(12)
PROJECT LIFE
(37)
PUDEŁECZKA PEŁNE SZCZĘŚCIA
(21)
SAL
(32)
SCRAP
(132)
TUSAL
(22)
UFO-ki
(27)
WIATRAKI
(90)
WIOSNA
(14)
WSPOMNIENIA
(59)
ZIMA
(5)
piątek, 27 lutego 2015
czwartek, 26 lutego 2015
Na starej mapie...
"Są tam lądy nieodkryte
Atlantydy w kształcie serc
Są krainy zapomniane
Lecz kto wie
Tam, gdzie miasto - dziś pustynia
Tam, gdzie wyspa - morze wnet
Wyćwiczeni w geografii
Zapytacie, gdzie to jest
To na życia starej mapie
Ułożonej z białych plam
Niecierpliwy bardzo papier
Nad nim ja
Świat starych map
Świat białych plam
Obraz nieznanych lat
Mały, zabawny świat
Tak naiwne i bezbronne
Stare mapy moich snów
Lubię patrzeć, jak znikają
Dzień po dniu
Taki śmiesznie precyzyjny
Choć kreślony byle jak
Ręką dziecka rysowany
Życia plan [...]"
Zdzisława Sośnicka "Świat starych map" [źródło]
Oboje z Marcinem mamy wielką słabość do starych map - zbieramy je, w rozmaitych formach (obrazy, dekorowane tym motywem przedmioty...), postanowiłam wreszcie wyhaftować jedną z nich :)
Wzorek wydawał się banalnie prosty i szybki - na maksymalnie 3-4 godziny... zajął mi 3 dni! Nie spodziewałam się takiej przerażającej ilości ćwierćkrzyżyków :(
Dane techniczne:
wzór pochodzi z książki:
wyszywanie rozpoczęłam ze znalezionego w sieci obrazka, później zostałam obdarowana wzorem - dziękuję Margaret :)
aida vintage 14 firmy Zweigart w kolorze beżowym
muliny DMC - część wg klucza, część - dobór własny
wielkość: 33x102 krzyżyki
środa, 25 lutego 2015
TĘCZOWA RÓŻA - 3
Pora na kolejną osłonę mojej róży. Tak wygląda po miesiącu wyszywania jednej nitki dziennie:
A tu porównanie, które w pełni pokazuje przyrost pracy:
Nadmienię tylko, że Mama swoją już skończyła :) Zdjęcia jeszcze nie zrobiłam, ponieważ choruję sobie "radośnie"...
wtorek, 24 lutego 2015
Szlakiem wiatraków...
Sulmierzyce to miasto w powiecie krotoszyńskim, liczące niespełna trzy tysiące mieszkańców, z unikatowym drewnianym ratuszem miejskim.
My jednak odwiedziliśmy je w poszukiwaniu wiatraka :)
Na północnym krańcu miasta, przy drodze do Chwaliszewa przy skrzyżowaniu ul. Poznańskiej i Ceglarskiej, stoi jedyny z zachowanych w Sulmierzycach dawnych wiatraków.
Na początku XVII w. w Sulmierzycach pracowało 12 wiatraków. Do chwili obecnej zachował się tylko jeden.
Wiatrak koźlak powstał w 1795 r. Taka data widnieje na jego mącznej belce. Właścicielem wiatraka był Jakub Kokot. W 1891 r. obiekt został wyremontowany. Ze względu na umieszczenie tej właśnie daty na podkładce pod mącznicą przypuszczać należy, że został on wówczas zdemontowany, być może nawet przeniesiony z innego miejsca. Ostatnim właścicielem młyna wiatrowego był Roman Gendziorowski. Obecnie obiekt ten jest własnością władz miasta.
Wokół wiatraka wyodrębniono młynisko czyli plac w kształcie kwadratu. Wiatrak stoi na niewielkim, okrągłym nasypie. Niestety, do dnia dzisiejszego nie zachowały się jego ramiona. Kilkanaście lat temu zostały one zniszczone podczas gwałtownej wichury. W 1982 r. wykonano część prac remontowo-konserwatorskich. Rok później wiatrak wpisany został do rejestru zabytków. W 2007 roku przeprowadzono zewnętrzną konserwację oraz zamontowano śmigi wiatraka. W 2009 roku przeprowadzono prace remontowe, które są kontynuacją wcześniejszych remontów i obejmują wymianę i konserwację elementów konstrukcji i wyposażenia wiatraka. 12 września 2009 r. miał miejsce częściowy odbiór robót. Naprawiono schody zewnętrzne i wewnętrzne, wymieniono podłogi II poziomu, naprawiono koło paleczne, uzupełniono oczep, wymieniono rygiel, uzupełniono złącza ciesielskie, wymieniono zęby wału, naprawiono hamulec i uzupełniono kamienie młyńskie. 3 maja 2010 roku odbyło się uroczyste otwarcie wyremontowanego wiatraka połączone z nadaniem imienia. Od tego dnia wiatrak nosi imię „Jakub” od pierwszego właściciela Jakuba Kokota i jest udostępniony do zwiedzania.
ZABYTKOWY WIATRAK „JAKUB”
Obiekt udostępniony zwiedzającym
kontakt: Muzeum Regionalne Ziemi Sulmierzyckiej
tel. 728 473 194
bilety wstępu: 4 zł, 3 zł
Źródła informacji:
http://sulmierzyce.fotopolska.eu/Sulmierzyce/b102533,Wiatrak_Jakub.html
Wiatrak w Sulmierzycach oglądałam i fotografowałam 20 września 2014 roku.
Wiatrak w Sulmierzycach oglądałam i fotografowałam 20 września 2014 roku.
poniedziałek, 23 lutego 2015
niedziela, 22 lutego 2015
Ocalić od zapomnienia...
![]() |
| Krystyna Kwiatkowska: "Prosto z Sherwood" |
"Ja, ty, on - wszyscy, zagubieni w miejskiej dżungli, pewnego dnia możemy się znaleźć w prawdziwym lesie. To niebezpieczne miejsce. Leży na skraju światła i ciemności, wymyka się tyranii nagród i kar. Tam się żyje poza prawem. Z tego miejsca wszystko wygląda zupełnie inaczej... Można tam dojść cudzymi ścieżkami, ale wraca się tylko jedną, własną, o której indiański szaman powiedziałby: ta ścieżka ma serce, a my zaśpiewamy w starej celtyckiej mowie: dzikiej, wolnej, radośnie smutnej. Jeżeli mamy odwagę." [źródło]
***
"Dziękuję Ci, Przyjacielu Mojego Dzieciństwa, że odpowiednio wcześnie nauczyłeś mnie odróżniać dobroć od jej błyszczących, utytułowanych pozorów;
że odpowiednio wcześnie dałeś mi cień pojęcia o tym, czym jest normalność i jak ją zachować w nienormalnych czasach;
że po części dzięki Tobie mój świat na zawsze pozostał zielonym lasem i nigdy nie wypełnił się betonem i abstrakcją;
I wish You were here."
ze wstępu do książki
***
To jedna z książek, do których wracam. Robin jest przecież Przyjacielem i mego dzieciństwa...
...bo to przecież w nim kochałam się do szaleństwa w wieku lat dwunastu... i długo, długo potem także :)
Oglądałam wiele ekranizacji legendy o Robin Hoodzie - tylko "Robin z Sherwood" zawiera w sobie magię, spotęgowaną dodatkowo wieloma nawiązaniami do mitologii celtyckiej (Hern Myśliwy to przecież nikt inny, jak celtycki bóg Cernunnos) oraz klimatyczną muzyką zespołu Clannad.
Dla niezorientowanych (a są tacy? :P) Robin Hood to bohater średniowiecznych angielskich legend ludowych. Zamieszkiwał las Sherwood i walczył przeciwko despotycznemu szeryfowi z Nottingham.
Nothing is forgotten. Nothing is ever forgotten.
sobota, 21 lutego 2015
Powystawowe refleksje...
Czym jest wystawa? Prezentacją prac z określonej dziedziny, o określonej tematyce, ewentualnie następstwem jakiegoś wydarzenia - prezentuje wtedy prace pokonkursowe lub powarsztatowe... - założenia wystawy z góry określają poziom prac oraz grono jej odbiorców.
Dlaczego o tym piszę?
Czytelnicy mojego bloga są zapewne zorientowani, że zajmuję się haftem krzyżykowym. Jest to moją pasją od ponad 25 lat, sama brałam udział w wystawie ogólnopolskiej, gdzie nawet zdobyłam jedno z czołowych miejsc. Uważam zatem, że jestem wystarczająco kompetentną osobą, aby wypowiadać się w tematyce wystaw hafciarskich...
Gdybym sama zechciała zorganizować wystawę, byłaby to na przykład prezentacja prac dzieci z kółka hafciarskiego, które prowadzę w szkole. Wiadomo jakiego poziomu haftów moglibyśmy się spodziewać, ale nikt pewnie nie byłby tym zszokowany... Cieszylibyśmy się pewnie, że chociaż nieporadnie, ale jednak dzieciaczki chcą się zajmować taką dziedziną rękodzieła...
Gdybym wybrała się na wystawę prac hafciarskich - załóżmy jakiegoś koła pań umilających sobie haftowaniem wieczory, też nie miałabym zastrzeżeń do niedociągnięć - ważne byłoby, że ktoś w ten sposób wykorzystuje wolne chwile i chce się swoją pasją pochwalić...
Gdy jednak dostaję zaproszenie na wystawę "Haftem malowane", a na nim informację o "mistrzyniach igły", spodziewam się mistrzostwa... mistrzostwa co najmniej na poziomie ogólnopolskiej wystawy w Łodzi, w której sama parę lat temu brałam udział. A co otrzymuję?
Kilka pięknych gobelinów, parę interesujących haftów (którym jednak daleko do oczekiwanego mistrzostwa) oraz całą masę prac mniej niż przeciętnych, wykonanych nie tylko mało profesjonalnie, ale wręcz niestarannie, zaprezentowanych jak zwyczajne szmaty - włożonych pod antyramę bez naciągnięcia kanwy, bez ukrycia brzegów pracy... w sposób wręcz żenujący.
A kimże były reklamowane na zaproszeniu "mistrzynie igły"? Paniami, wyszywającymi na podmalowanej kanwie (WSTYD!) o gęstości bodajże 10 lub 11... Nie oglądałam tej wystawy sama - towarzysząca mi osoba osobiście nie haftuje, ale widziała hafty innych osób (na blogach, w internecie) - stwierdziła, że nawet pierwsze hafciki uczących się tej sztuki dziewczynek z piątej klasy podstawówki były o wiele staranniejsze od niektórych zaprezentowanych na tej wystawie...
Gdyby kogoś zbytnio moje słowa uraziły, to dobrze radzę, zanim zacznie wylewać tutaj swoją złość i żal, niech odwiedzi blogi chociażby Chagi czy Hanulka - wtedy zobaczy, czym się różni haft prawdziwych Mistrzyń Igły od tego, co pokazano na wystawie...
Nie wspomnę już o wyborze wzorów - pochodziły one głównie z polskich gazetek, które - nie oszukujmy się - nie prezentują jakiegoś wysokiego poziomu w tej dziedzinie... Ale - na Boga - mamy od lat do dyspozycji cały internet, mamy zagraniczne gazetki hafciarskie dostępne w Empikach czy prenumeracie - wystarczy po to sięgnąć, a nie trzymać się przaśnych, starych motywów... wyszywanych zatęchną wełenką lub Ariadną z zapasów sprzed wieków...
Mógłby mi ktoś zarzucić, że autorkami tych prac są przecież starsze panie mieszkające na wsi - być może nie mają one dostępu do źródeł, o których piszę. Ale czy to ma być usprawiedliwieniem? Połowa moich internetowych znajomych to właśnie starsze panie, od lat doskonale radzące sobie z prowadzeniem bloga, wyszukiwaniem wzorów, zamawianiem przez internet zestawów do wyszywania i korzystające z najlepszej jakości muliny. A zatem można. Poza tym, niech sobie starsze panie wyszywają co chcą i czym chcą, i niech im to daje jak najwięcej radości i satysfakcji - ale niech organizator tego typu wystawy nie określa ich terminem "mistrzynie igły"! Wydaje mi się też, że przed prezentacją jakichkolwiek prac na wystawie, powinna nastąpić ich wcześniejsza weryfikacja.
Gdyby tylko organizatorzy zechcieli sygnować te prace pod inną nazwą, z trochę innej perspektywy - wtedy cały mój odbiór też byłby zapewne inny. Ale ja wiem, jak powinien wyglądać mistrzowski haft, a temu do mistrzostwa było ogromnie daleko...
Pozostał tylko wielki niesmak i zażenowanie - bo być może wystawę odwiedził ktoś, kto nie ma o tej dziedzinie rękodzieła żadnej wiedzy... to jakby osobie, która nie zna malarstwa, pokazywać jelenia na rykowisku, a nie mówić mu o dziełach, które są prezentowane w Luwrze...
Więcej zdjęć TUTAJ
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












