środa, 6 stycznia 2016

Tam, gdzie nie ma już drogi...



Nie wszystkie wyprawy, w których uczestniczę, muszą odbywać się w świecie realnym. Czasami te wirtualne bywają bardziej fascynujące ;)

Wędrowanie po sieci może się niekiedy zakończyć wielkim zauroczeniem. Tak właśnie było pewnego grudniowego dnia. Wpadł mi w oko link dotyczący wioski Ojmiakon- najzimniejszej miejscowości na ziemi. Zaczęłam szukać o niej informacji, czytać... Przez przypadek trafiłam na forum dotyczące podróży po Rosji... i przepadłam! 

[źródło zdjęcia]

Przeczytałam wpis człowieka, którego celem było odwiedzenie wioski Ojmiakon - ale w styczniu, wtedy, gdy temperatury tam spadają poniżej -50 stopni! Dopiero przy -52 stopniach zamykane są szkoły, a w samochodach nie gasi się silników... Egzotyka tego miejsca zafascynowała mnie! Przepadłam z kretesem!

[źródło zdjęcia]

Niestety, mężczyźnie temu nie udało się pojechać do najzimniejszego miejsca na świecie. Wybrał się za to do innego miasta - równie (no, może mniej) zimnego i egzotycznego - do Workuty. Oczywiście w styczniu - stanowiło to o wiele większe wyzwanie, niż latem ;)

[źródło zdjęcia]

Workuta to miasto położone za kołem podbiegunowym, w którym zima trwa osiem miesięcy. Nie dochodzi tutaj żadna droga - szosa asfaltowa kończy się 800 km przed miastem. Można się dostać tylko koleją. 

[źródło zdjęcia]

Do roku 1960 mieścił się tutaj Gułag, w którym przebywali też Polacy. Więźniowie pracowali przy wydobyciu węgla kamiennego. Po likwidacji obozów pracy dochodziło do licznych strajków pracowniczych, co w konsekwencji spowodowało masowy odpływ mieszkańców. Ekstremalne warunki życia powodują ciągłe zmniejszanie się liczby ludności - szacuje się, że ze 115 tysięcy może się ona skurczyć do rozmiarów niewielkiego osiedla. 

Właśnie to miejsce wybrał MorgothV8 za cel swojej styczniowej wyprawy. Opisuje ją zwykłym, prostym językiem, pisze jednak o rzeczach tak niecodziennych i egzotycznych, że czytanie jego wspomnień pozwala chociaż na krótki czas zanurzyć się w mroźnych ostępach Rosji... Na pewno też na długo nie pozwoli o sobie zapomnieć!

Fascynujące jest, że bohater przejechał koleją ze Lwowa do Moskwy i z Moskwy do Workuty (50 godzin!), a żaden z pociągów nie spóźnił się więcej niż 2-3 minuty! Przy temperaturach sporo poniżej zera!

"Maksymalne opóźnienia jakie widzieliśmy po przejechaniu z 7000km pociągiem to 2-3 minuty (bardzo sporadycznie), najczęściej wszystko co do minuty."

Podobnie z ogrzewaniem w pociągu... pamiętam (z czasów dojazdów na studia), jak przy -15 trzęsłam się podczas dwugodzinnej podróży z Wrocławia, ponieważ w wagonie było - 3 stopnie... A w Rosji?

"Rosjanie mają manie na punkcie ciepła, w wagonach (w każdym pociągu jakim jechaliśmy) temperatura 25-31 (maksymalny rozrzut) ale tak typowo 27-29.... gorąco"

Co dalej? Jazda skuterami śnieżnymi 120 km/h, stacja Sob, gdzie w mieszkaniach kilku pracujących tam ludzi temperatura osiąga jedynie 12 stopni, a sklep-pociąg przyjeżdża raz na dobę (ale nie wiadomo, o której godzinie), spotkanie z Nieńcami, zdjęcia z reniferami, jazda po zamarzniętej rzece, polowanie na zające z kałasznikowem...

Więcej nie napiszę - to trzeba przeczytać... bo wiem, że niewielu osobom da się przeżyć tak fascynującą przygodę. 

I wiem, że gdybym mogła i miała wybór - cudowny pobyt w jakimś ciepłym kraju, we wspaniałym ośrodku z wszelkimi wygodami albo śnieg i trudy Workuty - wybrałabym fascynującą przygodę w mrozach Rosji! Pomimo swojej wielkiej niechęci do śniegu i zimy...

I jeszcze niesamowite relacje ze spotkanymi tam ludźmi, i jeszcze zwiedzanie Murmańska... nie nie napiszę już więcej! ;)

TUTAJ relacja na forum. 

TUTAJ zdjęcia autora relacji.

Przeżyjcie fascynującą wyprawę - naprawdę warto!

18 komentarzy:

  1. Witaj Aniu.
    Ciekawa wyprawa, choć odległa.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzy mi się podróż do Rosji, również ze względów naparstkowych :) Może kiedyś... Dziękuję Ci za piękną opowieść!

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzy mi się podróż do Rosji, również ze względów naparstkowych :) Może kiedyś... Dziękuję Ci za piękną opowieść!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fascynujące przeżycia, fascynujące miejsce... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu, zaintrygowałaś mnie tym wpisem...nie znoszę zimy, niskich temperatur i śniegu (jestem raczej człowiekiem ciepłolubnym) ale to co przeczytałam jest naprawdę interesujące. Zawsze się zastanawiałam jak ludzie żyją w takich warunkach, jak dają radę przy tak wielkich mrozach-u nas gdy jest -10 stopni ja najchętniej już bym nigdzie nie wychodziła...zapisuję więc link do przeczytania w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nienawidzę zimy, ale to miejsce jest fascynujące!

      Usuń
  6. Ja bym chyba jednak wybrała ciepło. Ale też raczej trud pustyni, a nie drinki z palemką w hotelu...
    Choć podróże na bieguny zimna są fascynujące. W moim przypadku książkowe. Polecam książkę Pałkiewicza o wyprawie na Syberię i książki Marka Kamińskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Teraz czytam "Moje syberyjskie podróże" ks. Sowy :)

      Usuń
  7. Nie zniosłabym 8 miesięcznej zimy :) Fascynująca opowieść!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest wiele miejsc fascynujących na świecie, aż trudno uwierzyć w to, co można tam zobaczyć, usłyszeć, czy dotknąć i odczuć. - 52 stopnie- brrrrrr

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoje słowa :)