piątek, 30 stycznia 2015

Kochacie koty? - 3


Wyszywanie kotków porzuciłam na początku września ubiegłego roku... 



Ponieważ jednym z tegorocznych priorytetów jest ukończenie przynajmniej trzech UFO-ków, w pierwszy dzień roku zabrałam się za kolejnego kotka :)

Oto on:







czwartek, 29 stycznia 2015

Coś maleńkiego... - 4


I znowu miniaturowe reniferki! Tym razem w wersji pionowej :) Oba hafciki będą oczywiście wykorzystane podczas produkcji świątecznych kartek :)




I jeszcze komplet:



środa, 28 stycznia 2015

TĘCZOWA RÓŻA - 2




Pora na pokazanie miesięcznych postępów w mojej róży :)

Stała się ona kolejnym (trzecim już) haftem "jednonitkowym" tzn. podobnie jak elfa i anioła wyszywam jedną nitkę dziennie...

Mam tyle:



Porównanie ze stanem z końca grudnia:




Ale to oczywiście nic w porównaniu z postępami Mamy :) Skupia się ona oczywiście tylko na tym jednym hafcie, wyszywa wiele godzin dziennie, często nawet do 3-4 nad ranem... i po dwóch miesiącach może się pochwalić takim efektem:





Mam nadzieję, że i moja taka będzie... kiedyś ;)


wtorek, 27 stycznia 2015

Szlakiem wiatraków...


Kolejny koźlak - a właściwie już jego ruina - stoi w Sączkowie.



Wiatrak w Sączkowie jest w katastrofalnym stanie. Obecny właściciel p. Mher nie zna daty jego budowy, ale wg pana Franciszka Wróblewskiego (kronikarza wsi Sączkowo) ma on ponad 180 lat. Pan Franciszek jest w posiadaniu dokumentacji, z której wynika, że wiatrak istniał już w 1822 roku. Ruina wiatraka-koźlaka znajduje się po południowej stronie szosy Bucz-Sączkowo. [źródło informacji]








Ruinę wiatraka miałam okazję obejrzeć i sfotografować 13 września 2014 roku.


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Co u króliczków?


Króliczki styczniowe :)

Tak wygląda śniadanko naszych futrzaków - zimą jest to przeważnie miseczka owsa, suchy chlebek, liść kapusty pekińskiej, kawałki marchewki i czerwonego buraczka... czasami kalarepka :)















niedziela, 25 stycznia 2015

Ocalić od zapomnienia...


Dziś zaproponuję Wam powrót do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, ale tym razem do jednego, konkretnego miejsca. Miejsca szczególnego, które dość mocno utkwiło mi w pamięci i znalazło tam sobie mieszkanie na długie lata...

Gdy byłam mała, często jeździłam z Mamą do Wrocławia. Odwiedzałyśmy Ciocię Alę, czasem chodziłyśmy do ZOO (o tych wycieczkach napiszę innym razem), podczas jednego z pobytu odwiedziłyśmy też Ogród Japoński. 

Wyglądał on wtedy zupełnie inaczej niż obecnie, a jego centralnym punktem była japońska pagoda.


Była to replika Złotej Pagody z Kioto [Kinkaku-ji w Rokuon-ji (Świątynia Złotej Pagody)]. Zapamiętałam ją dość dobrze, chociaż widziałam tylko raz w życiu... Później już Ogrodu nie odwiedzałyśmy, a pagoda została rozebrana...


Ponieważ w listopadzie i grudniu przebywałam na dość długim zwolnieniu lekarskim, które wymagało ode mnie przede wszystkim leżenia, miałam czas na szperanie po przepastnych zasobach internetu. Odnalazłam zdjęcia starej wrocławskiej pagody i odbyłam dzięki nim piękną sentymentalną podróż w świat dzieciństwa...

Teraz i Was do niej zapraszam :)

A może wśród moich czytelników znajduje się ktoś, kto pamięta to miejsce i również powraca do niego wspomnieniami?

rok 1975
źródło zdjęcia

źródło zdjęcia

rok 1990
źródło zdjęcia

źródło zdjęcia

źródło zdjęcia

źródło zdjęcia

rok 1970
źródło zdjęcia

rok 1970
źródło zdjęcia

rok 1970
źródło zdjęcia

źródło zdjęcia

ok. 1973 roku
źródło zdjęcia

źródło zdjęcia

źródło zdjęcia


Ciekawy artykuł TUTAJ :)